W maju minął rok odkąd stanowisko prezydenta miasta Krakowa piastuje Aleksander Miszalski. Słyszeliśmy wówczas piękne deklaracje o „prezydencie wszystkich Krakowian” i o działaniu tylko na rzecz dobra publicznego i pomyślności mieszkańców. Czy obietnice te zostały spełnione?
W ostatnich dniach szczególnie silne emocje budzi zapowiedź podwyżki cen biletów. Przykładowo, cena biletu miesięcznego mieszkańca ma wzrosnąć z obecnych 90 zł do co najmniej 110. Czy podwyżka jest uzasadniona? Opinie są tu podzielone. Przykładowo, radny Michał Starobrat z klubu Kraków dla Mieszkańców wskazuje, iż pod względem dopłat do komunikacji miejskiej Kraków figuruje dopiero na piątym miejscu. Inne miasta, takie jak Warszawa, Gdańsk, Poznań czy Wrocław dokładają średnio o 20% więcej i zamiast sięgać do kieszeni mieszkańców potrafią znaleźć środki we własnych dochodach. W 2026 roku Kraków na komunikację planuje przeznaczyć jedynie 9,32% budżetu. Dla porównania, dla Warszawy wskaźnik wynosi ponad 15%, a dla Gdańska i Poznania, ponad 12%.
Nie ulega wątpliwości, iż planowane zmiany skutecznie zniechęcą mieszkańców do korzystania z komunikacji miejskiej. W jaki sposób ma się to do postulowania poprawy jakości powietrza i wprowadzenia Strefy Czystego Transportu, która ma obowiązywać już od 1 stycznia 2026 roku?
Kwestia cen biletów to jednak nie jedyne zarzuty stawiane Miszalskiemu. Na chwilę obecną większość jego deklaracji wyborczych pozostaje nadal w strefie projektów i obietnic. Mowa tu między innymi o sztandarowych projektach, np. bon 600 zł na kulturę dla każdego mieszkańca, bon 600 zł na sport dla każdego, bilet roczny dla studentów za 365 zł czy projekt 200 tys. drzew.
Krytycy zarzucają ponadto Miszalskiemu, iż nie reaguje on na liczne patologie w miejskich instytucjach. Nie przeprowadził między innymi czystki w Zarządzie Budynków Komunalnych- jednostce, która od lat jest w centrum afer korupcyjnych. Co istotne, wydaje się, że sam Miszalski był świadomy konieczności „posprzątania” po swoim poprzedniku i przeprowadzenia audytu. Audyt rzeczywiście miał miejsce, tyle że prowadzili go nowi wiceprezydenci wraz z dyrektorami wydziałów i działem kontroli wewnętrznej. Osoby piastujące urzędy stały się więc de facto sędziami we własnej sprawie, stąd , jak można się domyśleć, raport był bardzo powierzchowny i nie odzwierciedlał rzeczywistych problemów.
Wiele wskazuje na to, iż Miszalki bardziej niż prezydentem Krakowa czuje się przewodniczącym małopolskiej Platformy Obywatelskiej. Legitymacja partyjna niejednokrotnie stała się bowiem przepustką do zatrudniania w urzędzie miasta i podległych jednostkach. Lokalny dziennikarz Tomasz Borejza oszacował, iż wyróżnić można co najmniej kilkadziesiąt takich przypadków. Przykładem może być chociażby powołanie na dyrektora krakowskiego sanepidu Andrzeja Hawranka, wieloletniego radnego z ramienia PO. Otrzymał on to stanowisko pomimo przegranego konkursu. Wygrała go dr nauk medycznych Ewa Wiercińska- osoba rekomendowana bezpośrednio przez Główny Inspektorat Sanitarny.
Inną bolączką mieszkańców miasta wciąż pozostają ceny mieszkań. Możliwości władz są tu oczywiście ograniczone, jednak do tej pory nie uruchomiono tak bardzo potrzebnego programu budowy mieszkań komunalnych czy TBS-ów. Kraków na chwilę obecną jest jednym z najdroższych rynków mieszkaniowych w Polsce (15,6 tys. zł/m kw), ustępuje mu tylko Warszawa (17 tys. zł/m kw). Przypomnijmy, iż podstawowym zadaniem miejskich Towarzystw Budownictwa Społecznego (w skrócie: TBS) jest budowa nowych mieszkań społecznych na wynajem- projekt co do zasady przeznaczony jest dla gospodarstw domowych o umiarkowanych dochodach. Czynsz w mieszkaniach takiego typu jest kilkukrotnie niższy od rynkowego, wynosi ok. 20-30 zł/mkw. Przykłady miast takich jak Katowice, Szczecin czy Warszawa pokazują, iż osiedla zaprojektowane przez TBS-y pod wieloma względami są zaprojektowane o wiele lepiej niż te wybudowane przez deweloperów. Częściej znajdziemy tu np. żłobki, biblioteki czy lokale przeznaczone na spotkania mieszkańców. Niestety, w Krakowie TBS-ów jest stosunkowo niewiele. Do dotychczasowych inwestycji możemy zaliczyć między innymi Osiedle Kliny Zacisze, Osiedle Polana Żywiecka, Osiedle Pod Skałkami, Osiedle Pod Klombami czy Osiedle Halszki.
Prezydent w zamian za to wykazał się szczególną aktywnością w promowaniu zboczeń. W 2024 roku nominowany był on do Korony Równości, nagrody przyznawanej za zaangażowanie na rzecz LGBT+. W 2025 roku nie tylko objął patronat nad Marszem Równości, ale osobiście wziął w nim udział. Okazuje się nawet, iż najprawdopodobniej to właśnie Kraków będzie pierwszym miastem, który oficjalnie będzie domagał się od rządu możliwości rejestrowania tak zwanych małżeństw jednopłciowych, które zawarte zostały za granicą. Przypomnijmy, iż w listopadzie zażądał tego od Polski Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Na całe szczęście obecny system elektroniczny nie pozwala jeszcze na wpisanie aktu małżeńskiego osób tej samej płci, jednak jak widać wkrótce może ulec to zmianie.
Po raz kolejny okazuje się, że polską politykę, również na szczeblu lokalnym, nieustannie trapią te same bolączki: partyjniactwo i kolesiostwo, obietnice bez pokrycia i puste słowa o działaniu dla dobra mieszkańców. Takiego typu praktyki wywołują w nas, polskich nacjonalistach, obrzydzenie i bunt. Nie chcemy, aby zakup biletu na autobus stał się wkrótce luksusem dla najbogatszych. Domagamy się, aby miasto podjęło konkretne działania w walce z patodeweloperką, tak aby każdy mieszkaniec Krakowa miał szansę przynajmniej na wynajem mieszkania. Nie godzimy się również na to, aby władze miasta angażowały się w promocje zboczeń. Nie chcemy jednak ograniczać się do krytyki. Chcemy działać. Chcemy, aby nasze rodzinne miasto stało się bardziej przyjazne dla mieszkańców.
Małgorzata Jarosz




